22 lipca 2018

DOBRZE ŻYCZĘ - Kurki… kogutki

Wracam niejako do tematu, który bulwersuje mnie od zawsze i jakoś do porządku dziennego nad nim przejść nie potrafię, a i nie chcę. Chodzi o powszechne używanie wulgaryzmów w mowie potocznej bez skrępowania i żadnych ograniczeń, i praktycznie w każdych okolicznościach – no, może jeszcze na razie za wyjątkiem kościoła.

„Niech z ust waszych nie wychodzi żadne brzydkie słowo, lecz tylko dobre, potrzebne ku zbudowaniu, by przyniosło łaskę tym, którzy go słuchają. I nie zasmucajcie Ducha Świętego Boga, który was opatrzył [swoją] pieczęcią na dzień odkupienia.” Ef 4, 29-30

Zaczynam tym cytatem z Pisma Świętego. Wolno używać wulgaryzmów, czy nie?
         
Faktem jest, że w naszych kontaktach wulgaryzmów używa się i nie jest to zasługą furmanów czy szewców. Język, w którym używa się wulgaryzmów, kiedyś określano jako rynsztokowy. Teraz w takim języku dopatruje się nawet elementów kultury, a na pewno staje się językiem normalnym.
            
Jak to więc jest z tym popularnie nazywanym – przeklinaniem?
           
W felietonie posłużę się kilkoma przykładami ze swojego, jakby nie było, dość długiego już życia, zaznaczając jednocześnie, że jestem zdecydowanym przeciwnikiem używania wulgaryzmów.
           
Każdy, kto mnie zna, wie, że łowię ryby. Najczęściej jeżdżę składakiem na zbiornik Sudety, na którym mam „swoje miejsca”. Ten, kto mnie tam spotkał, czasami mógł zauważyć mnie w ochronnikach słuchu na głowie. Na pierwszy rzut oka można by pomyśleć, że to słuchawki od radia. Nie. To ochrona przed wulgaryzmami, które dochodzą po wodzie nawet z Sudeckiej Plaży i placu zabaw dla dzieci.
            
Często nad wodą siedziałem koło znanego wędkarza – pana Janka. Było tak jednego razu, że za nim łowił ryby starszy już wiekiem mężczyzna. Był bardzo rozmowny z panem Jankiem, ale w rozmowie z sąsiadem bardzo przeklinał. Nie wypadało mi tym razem zwrócić uwagi. Założyłem ochronniki słuchu, ale efekt był mizerny. Były dwa wyjścia: zmienić stanowisko albo iść do domu. Wybrałem to drugie, choć taka rezygnacja z wędkowania zdarzyła mi się po raz pierwszy w życiu. Pan Janek zdziwiony, że po tak krótkim czasie zwijam wędki, zapytał:
            
– Panie Bolku, to pan już idzie? Co się stało?
– Nie mogę już dłużej słuchać, jak ten facet przeklina – odpowiedziałem głośno, żeby tamten usłyszał.
            
Facet „zbystrzał” i… zdenerwował się. Zaczął krzyczeć i kląć. Nie wierzył, że odchodzę z jego powodu. Twierdził, że dlatego, że ryby nie biorą. Groził, że mnie wrzuci do wody. Nie bałem się, bo umiem pływać i spokojnie pakowałem się. Mężczyzna był wyraźnie podirytowany. Cały czas gadał i klął. Nie reagowałem.
            
Kiedy odchodziłem, krzyknął za mną wyzywająco:
            
– Niech się pan za mnie modli!

Słynna Sudecka Plaża na Jeziorze Bielawskim– ulubiony obiekt promocyjny miasta. Oczywiście zapraszam tych, których nie rażą wulgaryzmy i dym z grillowania, bo to jest u nas już standard. No i proszę nie liczyć na jakąś interwencję naszej Straży Miejskiej, bo przecież Straż Miejska nie będzie zwracać uwagi przeklinającym – nawet wychowawczo dzieciom.

To było w maju, wiele lat temu. Jechałem składakiem na działkę. Na rogu Parkowej i 1-go Maja, przy kiosku spożywczym stało dwóch odświętnie ubranych młodzieńców i dwie odświętnie ubrane panienki. Po ubiorze łatwo było skojarzyć, że to maturzyści. Poważna sprawa. Jednak coś w tej grupie mi nie pasowało; pili piwo z butelek i przeklinali. Zawróciłem ze skrzyżowania i podjechałem do tej rozbawionej, sympatycznej grupy.
            
– Jak to jest? – spytałem uprzejmie. – Publicznie pijecie piwo, a nie wolno, przeklinacie w miejscu publicznym, a nie wolno?
            
Odpowiedział mi kulturalnie jeden z młodzieńców:
            
– Proszę pana, to teraz jest normalne.
            
Faktycznie miał rację. Takie zachowanie staje się normą, ale czy jest normalne?

To było dawno. Byłem na działce, a na sąsiedniej, siedząc na drzewie, zrywało wiśnie dwóch młodych mężczyzn. Prowadzili ożywioną dyskusję, nie żałując sobie wulgarnych przerywników. Właściwie było po połowie normalnych słów i po połowie „łaciny”. Nie dało się długo wytrzymać przy pieleniu marchewki, słysząc taką dyskusję. Zdecydowanie, ale w miarę kulturalnie, zapytałem:
            
– Panowie, czy moglibyście rozmawiać nie przeklinając?
            
Ucichło. Nie mogli. Nie potrafili. Już nie umieli. Rwali wiśnie w niczym nie zmąconej ciszy, tak, że można było usłyszeć głosy nawołujących się bażantów w pobliskiej, wysokiej trawie za ogrodzeniem. Wkrótce odeszli.
Na Osiedlu XXV-lecia (jeszcze wtedy PRL) szło dwóch chłopców. Przypuszczam, że byli uczniami gimnazjum. Szli i klęli. Podjechałem:
           
 – Chłopcy! Nie przeklinajcie! – zwróciłem się do nich po przyjacielsku.
            
Nawet się nie zatrzymali, a wyższy arogancko, odwracając się, krzyknął:
            
– A co! Nie wolno!?

Mieszkam w bloku na pierwszym piętrze. Któregoś letniego dnia słyszę odbijaną piłkę i chłopięce głosy. Wyjrzałem przez balkon. Dwóch może ośmioletnich chłopców przerzucało sobie piłkę przez żywopłot. Nie robili żadnej szkody. Ale słyszę, że jeden czasami przeklina. Postałem jeszcze trochę, żeby się upewnić. Nie myliłem się. Pomyślałem sobie, że to jeszcze dziecko i nie rozumie. Zejdę i mu wytłumaczę. Podszedłem. Zatrzymali zabawę zaciekawieni.
            
– Słyszałem jak przeklinałeś – zwróciłem się do nieznajomego.
 – Ja nie przeklinałem – odpowiada pewnie.
 – Ale ja słyszałem. Nie przeklinaj, bo to nieładnie!

Rozmawiałem z sąsiadem pod garażami:
            
– Panie Bolku! Niech pan sobie wyobrazi, że mój dwuletni wnuczek już przeklina! Jestem zdziwiony i przerażony! Taki mały i już klnie!
– Panie Janku! A pan już przestał kląć? – pytam. – Gdzieś to dziecko musiało słyszeć taką mowę!

Nietrudno zauważyć, że w przytoczonych przykładach jakby była konsekwentna ciągłość „kultury” przeklinania. Jakby z całą konsekwencją temat przechodził na następne pokolenia. Kto pochwala tych świadomych „przeklęciuchów”? – ręka śmiało do góry. Przecież jak to wielu mówi: „Polska – wolny kraj, wszystko wolno”. Czy aby na pewno? Mnie oczywiście, trzymając się tematu, interesuje druga część zdania.
            
Żaden normalny rodzic nie zaczyna edukacji swojego dziecka od nauczania wulgaryzmów. To się potem „skądś” bierze. Może trzeba być „trendi”, warto zabiegać o względy w grupie, być swobodnym, może przeklinanie jest dobrą terapią na odreagowanie stresu, itd.?
            
Czy jednak takie wulgarne zachowanie jest pozytywnym działaniem „ku zbudowaniu” i czy „przynosi łaskę tym, którzy go słuchają”? Mnie nie przynosi, a skutek jest wręcz odwrotny.
            
W społeczeństwie naszym istnieje ogólne przyzwolenie na używanie wulgaryzmów. Nie piętnuje się tych nagannych zachowań. Czasami porusza się ten temat w telewizji, ale zawsze traktowany jest z „przymrużeniem oka”. Nie mówi się wprost, że to zło. Nikt się nie  gorszy. Językoznawcy twierdzą naukowo, że wulgaryzmy z czasem tak spowszednieją, że już nie będą razić. Ci, co nie przeklinają, uważani są za ludzi dziwnych, nieżyciowych, nierealnych, absurdalnych.
            
Jeszcze można znaleźć w Internecie na stronie ciekawostka.pl pod hasłem „99 absurdów świata” zapis – „absurd numer 29”:
           
„W Świdnicy w miejscach publicznych nie wolno przeklinać. Za używanie wulgarnych słów Straż Miejska każe mandatami w wysokości od 5 do 50 zł”.
            
Było o tym głośno swego czasu. Zastanawiam się tylko, co w tym zapisie jest absurdalne. Przypuszczam, że absurdalna jest wysokość mandatu, bo przecież nie to, że nie wolno przeklinać w miejscach publicznych. Chyba nikt rozsądny, który pod swoją opinią umie, a raczej ma odwagę, się podpisać, nie będzie kwestionował obowiązującego w Polsce prawa, uważając je za absurdalne.

„Kodeks Wykroczeń Art. 141.
Kto w miejscu publicznym umieszcza nieprzyzwoite ogłoszenia, napis lub rysunek albo używa słów nieprzyzwoitych, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1500 złotych albo karze nagany.”

I tu Straż Miejska w całej Polsce (w Bielawie też) może się wykazać jako potrzebna w miastach, przynosząc miejskim kasom niesamowity dochód, większy niż swego czasu ze śmietników przerobionych na radary.

Czy jest sens zwracania uwagi „przeklęciuchom”? Uważam, że jest. Ci co przeklinają, świadomie, czy nieświadomie, „zasmucają Ducha Świętego Boga”, a ci z kolei, którzy nie podejmują działań, nawet najmniejszych, aby reagować na wulgaryzmy, też „zasmucają Ducha Świętego Boga” poprzez grzech zaniechania. Tylko czy faktycznie warto?
            
Wrócę do jednego z podanych wyżej przykładów, do tego z chłopcami grającymi piłką przez żywopłot. Kiedy wracałem następnego dnia z działki, ci sami chłopcy grali w piłkę na trawniku przed blokiem. Jeden z nich wyszedł na jezdnię i zatrzymał mnie. To ten co wczoraj przeklinał.
            
– Proszę pana. Przepraszam pana za to, że wczoraj przeklinałem.
            
Nie byłem zaskoczony, ale było mi miło. Zawsze wierzyłem, że są jeszcze ludzie nie zepsuci, rozróżniający jednoznacznie dobro od zła. Czasem potrzeba tylko prawdziwej refleksji.

Warto zapamiętać: Jeżeli słowo, to „tylko dobre, potrzebne ku zbudowaniu, by przyniosło łaskę tym, którzy go słuchają”.
           
A co z tymi, którzy po tej mojej wypowiedzi zapragną wyzbyć się wulgarnego języka, a są już nałogowcami? Podpowiem.

Kiedy przed zniszczeniem „Bielbawu” pracowałem tam na składalni, było strasznie ze względu na przeklinanie. Był nawet taki moment, że chciałem się zwolnić, bo już nie można było wytrzymać. Interwencje nie przynosiły żadnego skutku. Często miałem kontakt z przesympatyczną, skromną, zawsze uśmiechniętą i gotową przyjść każdemu z pomocą – Tereską. Ale jak to w pracy na odpowiedzialnym stanowisku – trzeba było się denerwować. I ona wtedy strasznie „klęła”, w uniesieniu wykrzykując:

– Kurki…kogutki!!!

I tego Państwu DOBRZE ŻYCZĘ – zamienić te k… ch… pier… na kurki… kogutki – tak po prostu i o razu.
                                                                              
                                                                                 BBBS Bielawski Bloger Bolesław Stawicki


3 komentarze:

  1. Trochę walka z wiatrakami ale proszę się nie poddawać

    OdpowiedzUsuń
  2. Psia mać,będzie coraz gorzej!Wczoraj siedziałem w samochodzie i widziałem,jak nauczycielka przeszła ze spuszczoną głową obok takiej grupki 11/14 letnich,palących,bluźniących chłystków.Stali na środku skrzyżowania i słuchali muzycznej łaciny.
    W wypadku w Słupcu/Nowa Ruda,w którym zginęło trzech młodych ludzi-młody kierowca przeżył i już szaleje samochodem po Słupcu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Psia mać,będzie coraz gorzej!Wczoraj siedziałem w samochodzie i widziałem,jak nauczycielka przeszła ze spuszczoną głową obok takiej grupki 11/14 letnich,palących,bluźniących chłystków.Stali na środku skrzyżowania i słuchali muzycznej łaciny.
    W wypadku w Słupcu/Nowa Ruda,w którym zginęło trzech młodych ludzi-młody kierowca przeżył i już szaleje samochodem po Słupcu.

    OdpowiedzUsuń

Proszę o tematyczne, nie obraźliwe i kulturalne komentarze.