Czekałem z tym krótkim artykułem od Wielkiego Postu, bo nie chciałem szkodzić Kościołowi. Teraz też nie chcę szkodzić, ale czara goryczy została przelana. To, co nasz proboszcz wyprawia z liturgią, to woła o pomstę do nieba. Dzisiaj byliśmy z żoną na niedzielnej mszy św. o godzinie 18:00. Od razu na początku znów dało się zauważyć, że to coś chyba nie nasz organista gra na organach, a właściwie na fisharmonii, bo to nie jego głos, a i nie słyszałem, żeby organy z naszego kościoła ktoś ukradł.
To znów sztuczny organista, albo sztuczna inteligencja w naszym kościele. Dezorganizacja – dechrystianizacja – degrengolada.







