Czekałem z tym krótkim artykułem od Wielkiego Postu, bo nie chciałem szkodzić Kościołowi. Teraz też nie chcę szkodzić, ale czara goryczy została przelana. To, co nasz proboszcz wyprawia z liturgią, to woła o pomstę do nieba. Dzisiaj byliśmy z żoną na niedzielnej mszy św. o godzinie 18:00. Od razu na początku znów dało się zauważyć, że to coś chyba nie nasz organista gra na organach, a właściwie na fisharmonii, bo to nie jego głos, a i nie słyszałem, żeby organy z naszego kościoła ktoś ukradł.
To znów sztuczny organista, albo sztuczna inteligencja w naszym kościele. Dezorganizacja – dechrystianizacja – degrengolada.
Co się, na Boga, dzieje!
Nie poznaję mszy świętej!
To jakaś parodia!
Przecież jest zakaz oszukiwania parafian
sztucznym organistą. Proboszcz nawet nie raczył o tym uprzedzić zgromadzonych
na liturgii teraz i wcześniej.
To jest okropne!
Całkiem nieświadomy zwróciłem uwagę
na coś, co do tej pory nie miało miejsca w naszym kościele podczas Drogi Krzyżowej
w Wielkim Poście. „Któryś za nas cierpiał rany…” było śpiewane aż 45 razy. Byłem
zdezorientowany. Potem dopiero dowiedziałem się, że to sztuczny organista. Więcej
na Drogę Krzyżową nie poszedłem. To udawanie, a nie modlitwa i nabożne
nabożeństwo.
To tragedia!
Oczekuję publicznych przeprosin w najbliższych
ogłoszeniach parafialnych od naszego księdza proboszcza w związku z zaistniałą
sytuacją i zrezygnowania z szatańskich praktyk w naszym parafialnym kościele.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Proszę o tematyczne, nie obraźliwe i kulturalne komentarze.